piątek, 26 kwietnia 2013

O sędziowaniu słów kilka

W środę Reus za oddanie strzału po gwizdku dostał kartkę, podczas gdy ten sam arbiter kilkanaście minut wcześniej na podobne zachowanie Ronaldo przymknął oko. 

Gdy zawodnik Realu wpadł w Lewandowskiego, bo ten mu stanął na drodze, Polak dostał żółtą kartkę. Dzień wcześniej Mueller miał podobną sytuację, z tym że w przeciwieństwie do Polaka Niemiec nie stanął na drodze Alby, tylko wbiegł w niego. Nie tylko nie dostał kartki, ale nie było też faulu wg sędziego, a Robben strzelił gola. 

Ramos z kolei to chyba jakiś krewny sędziego, bo na początku drugiej połowy powinien otrzymać drugą żółtą kartkę i wylecieć z boiska (w pierwszej połowie za faul na Lewandowskim bez piłki, w drugiej połowie za znokautowanie rywala). Tymczasem pierwszy kartonik obejrzał dopiero pod koniec meczu...

Wiem, że to dotyczy nie tylko sportu, ale irytujące jest, gdy przepisy swoje, a osoby wykonujące te przepisy (w tym przypadku sędziowie piłkarscy) swoje. Niezależnie od tego, komu się kibicuje, sędziowie błędnymi decyzjami psują widowisko, nierzadko wypaczając wynik spotkania. Zdarzają się sytuacje sporne, gdzie trudno stwierdzić, jaka decyzja byłaby słuszna. O takie przypadki pretensje do sędziów mają z reguły tylko przegrane zespoły czy ich kibice. Jednak dużo częściej mówi się o sytuacjach oczywistych, w których sędziowie nie mają żadnego argumentu na ich obronę.

Nie tak dawno w polskiej lidze uznana została bramka strzelona po tym, jak zawodnik asystujący przy bramce wyjechał chwilę wcześniej z piłką metr za linię końcową. Sędziowie tłumaczyli przeoczenie tego faktu tym, że sędzia bramkowy został wypchnięty przez zawodnika drużyny atakującej. Tyle że powtórki pokazują coś innego - jeśli sędzia się cofnął, to najwyżej o krok, a sytuację miał przed sobą, patrzył na zawodników i na piłkę. Może był rozkojarzony? UEFA wzbrania się przed wprowadzeniem testowanych już przez FIFA montowanych w bramkach czujników, które reagowałyby na przekroczenie przez piłkę linii bramkowej. Gdyby przed trzema laty takie czujniki były zamontowane na boiskach rozgrywanych w RPA mistrzostw świata, uznana zostałaby bramka Lamparda  na 2:2 (piłka odbiła się metr za linią w bramce i z powodu rotacji wróciła na boisko) i mecz wyglądałby zupełnie inaczej - Anglicy nie rzuciliby się do szaleńczego ataku, Niemcy nie mieliby świetnych okazji do kontry, a mecz nie zakończyłby się wynikiem 4:1 dla naszych sąsiadów.

Błędy się zdarzają, więc powinno władzom piłkarskim zależeć na tym, aby wspomóc pracę sędziów nowymi rozwiązaniami (dodatkowi sędziowie, czujniki w bramkach, korzystanie z zapisu wideo podczas meczu). Co jednak zrobić z sędziami, którzy nie pomylili się, tylko jawnie podejmują decyzje sprzeczne z przepisami? Czemu sędzia w jednym meczu raz pokaże kartkę, a drugi raz nie pokaże? Czemu raz odgwiżdże faul, a za drugim razem tego nie zrobi? Mówię o sytuacjach niemal identycznych (jak te opisane we wstępie).

Ostatnio oglądałem skróty jednej z kolejek ligi francuskiej. Aż trzech bramkarzy wyleciało z boiska za to, że w sytuacji sam na sam sfaulowali napastnika, który po minięciu bramkarza miałby już tylko bramkę przed sobą. Ostatnio w skrótach z ligi polskiej widziałem analogiczną sytuację, ale decyzja sędziego była sprzeczna z obowiązującymi przepisami - bramkarz zobaczył jedynie żółty kartonik. Czy sędziowie w ogóle są sprawdzani ze znajomości obowiązujących przepisów? Czy ktoś kontroluje jakość ich pracy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz